Rzym - nadajniki Monte Cavo

http://radiacja.blogspot.com/2014/07/rzym-nadajniki-monte-cavo.html
Spośród wielu ciekawych miejscowości orbitujących wokół Rzymu - np. papieskiej rezydencji Castel Gandolfo, starożytnych ruin w Ostia Antica czy cesarskiej willi w Tivoli, autor tych słów wybrał wycieczkę na szczyt Monte Cavo z dosyć specyficznym współczesnym budownictwem... 
- największym we Włoszech kompleksem masztów nadawczych dla naziemnego radia i telewizji.


Trochę różnych masztów i wież już na świecie widziałem, lecz Monte Cavo otwiera zupełnie nową ich kategorię. Po raz pierwszy z czymś takim zetknąłem się poszukując zdjęć tureckich nadajników. -O czym mowa? Oto jak o kompleksie masztów w okolicy Rzymu pisze przewodnik:

Kto lubi piesze wycieczki, może wybrać się z Rocca di Papa na szczyt Monte Cavo - trasa prowadzi Via Sacra przez dębiny. Sam wierzchołek cokolwiek rozczarowuje, ponieważ zajmuje go aż 2,5 tys. anten należących do rozmaitych, państwowych bądź prywatnych rzymskich stacji radiowych i telewizyjnych, a także wojska. (...) Od lat toczą się rozmowy by zastąpić tę szpetną plątaninę metalowych konstrukcji jednym systemem anten - co technicznie jest możliwe, jeżeli tylko dogadają się wszyscy zainteresowani.

- "Cokolwiek rozczarowuje"?! "Szpetną plątaninę konstrukcji"? Nie wiem jak Was, ale mnie nie trzeba bardzo przekonywać na wycieczki pod anteny, więc Monte Cavo obowiązkowo znalazło się w harmonogramie zwiedzania Rzymu. Wybrałem się tam, gdy reszta załogi udała się do Muzeów Watykańskich...


Oto mapa okolic Rzymu - dla rozeznania. Stolica Włoch otoczona jest obwodnicą-autostradą pierścieniową "Annulare". Cel mojej podróży zlokalizowany jest na południowy-wschód od niej. Odnalezienie Monte Cavo na mapie ułatwia sąsiedztwo jeziora Lago Albano. Zarówno góra jak i zbiornik wodny należą do kompleksu geologicznego Colli Albani (szczyty Gór Albańskich) o szalenie interesującej historii.
Stanowią pozostałość po wygasłej kalderze prehistorycznego wulkanu, która - jeżeli przyjąć wierzchołki Gór za jej krawędź, miała niemal średnicę jak Annulare. A może powstały one po uderzeniu meteorytu, a wygasłymi kraterami byłyby tylko zagłębienia obecnych jezior? -W każdym razie, Monte Cavo wznosi się w samym centrum tej struktury, którą wspaniale obrazuje poniższa, pożyczona grafika:

Cały teren został objęty przywilejem parku krajobrazowego "Parco di Castelli Romani". Nazwa Castelli Romani ("Zamki Rzymskie") odnosi się do wszystkich miejscowości, których nazwy są widoczne na mapce obok. Oprócz krajobrazów słyną one z win - marka winiarska Castelli Romani jest znana na całym świecie; oraz z... grzybów.


Wycieczka zaczęła się od dotarcia na końcową stację metra linii A - Anagnina. Podziemna kolejka zatrzymuje się na dworcu metra z którego jest przejście do autobusowego, stanowiącego bazę dla lokalnych połączeń na południe od stolicy.
Początkowo planowałem podróż pociągiem do Castel Gandolfo albo Albano Laziale, lecz ostatecznie argumentem cenowym wygrał autobus. Metro pokrywał miejski bilet tygodniowy, a autobus do Rocca di Papa kosztował tylko 1,30 euro. W rezultacie też, z Rocca czekała mnie nieco krótsza wędrówka niż z Castel Gandolfo.

W oczekiwaniu na podjazd autobusu, moją uwagę zwróciły ogłoszenia porozlepiane na słupach. Na pierwszy rzut oka niby zwykłe obszarpane ogłoszenia, ale... Coś w nich nie gra.. To nie po włosku, tylko po rumuńsku! Nie wspomniałbym o nich tutaj, gdyby nie treść - oferta instalacji rumuńskich platform satelitarnych (Focus Sat, Dolce) dla Rumunów we Włoszech. Legalność usługi oczywiście na tym samym poziomie co obecność polskich platform na Wyspach; fajnie mimo wszystko orientować się w temacie:)
Wracając do wycieczki:
Przez całą trasę delikatnie pod górkę, autokar dojeżdża do celu w ok. pół godziny. Szyja w tym czasie mnie rozbolała od rozglądania się - wielka metropolia przerzedza się w mniejsze, klimatyczne mieścinki. Sama miejscowość Rocca di Papa jest warta uwagi, a że to końcowy przystanek, pokręciłem się po niej parę chwil. Swoją nazwą, którą można przetłumaczyć jako Skała Papieska, zdaje się rywalizować o uwagę turystów z bardziej papieskim Castel Gandolfo, położonym na przeciwnym brzegu Lago di Albano. Ale wcale nie musi, bo ma swoje własne atuty- jak np. fantazyjnie wyglądająca zabudowa góry wyrastającej w centrum miasteczka...


Anteny dachowe w Rocca di Papa, ze względu na bliskość nadajnika, nie są konieczne i z tego powodu ich widok jest rzadki; te które widziałem były wysoko zadarte do wierzchołka góry. Wraz z antenami widać go stąd już całkiem nieźle, aczkolwiek droga piesza na szczyt jeszcze dosyć długa.



Pod stopy Monte Cavo doprowadzi nas Via dei Laghi - "Droga Jezior". Na wcześniejszym zdjęciu centrum miasteczka jest to ulica widoczna po prawo. Na odcinku z Marino do Rocca jest jedną z najniebezpieczniejszych tras regionu Lazio, ale spokojnie - na tym odcinku ruch nie jest duży. Doskwierał jednak brak pobocza które kończy się po pierwszym kilometrze.
Na przeciwko sanktuarium Madonna del Tufo ("Matka Boska skał wulkanicznych" - czemu nie? ;) w cieniu drzew kryje się punkt widokowy z przepięknym widokiem na Lago di Albano. Jest to najlepszy widok jeziora na całej trasie dojścia do Monte Cavo, dlatego koniecznie trzeba tu przystanąć.
Podziemne źródła cały czas zasilają jezioro w wodę i już starożytni inżynierowie zadbali by się "nie ulało", drążąc odpływ w skałach. Nadmiar poszedł kanałami w akwedukty dla Rzymu lub prosto do Tybru.
(Castel Gandolfo widoczne na przeciwnym brzegu).


Mt. Cavo coraz bliżej, więc idziemy dalej...


I oto oczom ukazuje się pierwszy znak z nazwą celu wyprawy:


W miarę przemieszczania się wzdłuż podnóża góry (podejście zaczyna się po ok. 2km od startu w Rocca), maszty na jej wierzchołku oglądamy z różnych perspektyw. Stoją one nie tylko na czubku, ale też i na jej zboczach. Tę grupkę masztów widać najlepiej w miejscu w którym Via dei Laghi łączy się z inną ulicą, biegnącą niżej.


Na najwyższym widocznym maszcie wisi aż 12 anten UKF ustawionych w synfazie, kierunkowo na Rzym. Niemal wszystkie emisje z Mt. Cavo są kierunkowe - górę dzieli od granic miasta 10km, 20km od centrum. Z takim systemem antenowym jest możliwe osiągnięcie bardzo wysokiej skutecznej mocy wypromieniowanej (ERP), nawet 10x większej niż podawana do anten moc nadajnika. Inny wniosek: we Włoszech przeważają emisje radiowe w polaryzacji pionowej.

Paręset metrów dalej należy odbić w lewo, w małą wybrukowaną uliczkę.
4-kilometrowa wędrówka nią odbywa się nieco ostrzej pod górkę, jednak jest cicho, czysto i blisko natury. Nawet maszty nadajników przez większość trasy są schowane za stokiem i drzewami, co daje niezakłóconą możliwość zapoznania się z przyrodą tego miejsca.


Małe dinozaury masowo wygrzewają się na spalonym słońcem asfalcie, lecz nie tracą przy tym czujności, nawet na tej rzadko uczęszczanej przez ludzi trasie. Co krok słyszałem szelest ich ucieczki: to na lewo, to na prawo - w sumie około tysiąca sztuk idąc w jedną stronę - nie przesadzam! Jednak przyjrzeć się jaszczurkom było trudno, takie szybkie. Sportretowana poniżej miała wyjątkowego pecha - zginęła pod kołami jednego z zaledwie dwóch aut, które tamtędy przejeżdżały w ciągu trzech godzin.
Sorry za makabrę, ale była to jedyna okazja żeby sfotografować gada. -Te kolory !


Człowiek też powinien być uważny - nie chodzi o żadne zagrożenia, a o pojedyncze okazy niespotykanej w Polsce roślinności. Niektóre naprawdę bardzo egzotyczne.


Na pewnej wysokości jaszczurze królestwo nagle się skończyło...
Monte Cavo ze swoimi 950 metrami wysokości tylko wydaje się być niewielkim pagórkiem - bo wziąwszy pod uwagę bliskość wybrzeża od którego zlicza się npm., jego wybitność (wysokość względna od podstawy do szczytu) to nawet 750m. Wierzchołek zachowuje dzięki temu swój własny, surowszy klimat. Podczas gdy w pierwszej połowie maja w Rzymie szaleją pierwsze upały, na nieodległej górze dopiero w pełni zadomawia się wiosna. Zwróciłem uwagę na wyraźnie młodszą szatę roślinną. Jaszczurkom widocznie klimat na pewnej wysokości już nie odpowiada. Jeśli wierzyć miejscowym - tutejsza zima jest też surowsza niż niżej lub w stolicy.

Dodam w ramach ciekawostki, że oprócz wyasfaltowanej alejki na górę wspinają się co najmniej dwa inne szlaki: offroadowy dla (moto)rowerzystów - poprowadzony ostro pod górę, gdzieniegdzie przecinający naszą alejkę parkową w poprzek (napis sprayem "pericolo" ostrzega, że zjazd jest niebezpieczny). Inny szlak na Monte Cavo to węższa alejka z płaskich kamieni - "Via Sacra", święta droga starożytnego Rzymu wiodąca na na szczyt do nieistniejącego już dziś sanktuarium Jowisza.

Ja, pielgrzym radiofonii, po 2h10 z Rocca di Papa dotarłem do sanktuarium rzymskiej radiofonii UKF.
Panie i Panowie, oto anteny UKF na RTCN Rzym (Rocca di Papa) *Monte Cavo*:

(tu nie wszystkie, tylko najbardziej wyeksponowana ściana + tor feederowy)

zoom


Aż 45 stacji radiowych pompuje stąd swoje grube kilowaty w kierunku Rzymu. Do tego 32 (!) multipleksy DVB-T. Ile innej radiokomunikacji, radiołącz, radiolinii i pozostałych transmisji - Jowisz jeden tylko wie! Szukając informacji przed wyjazdem o radiofonii w Rzymie, natrafiałem na wiele stron inicjatyw społecznych do walki z elektrosmogiem w Rzymie. Monte Cavo jest jednym z jego podstawowych źródeł. W Rzymie, w miejscu w którym przeprowadzałem nasłuchy nie stwierdziłem intermodulacji, co wskazuje na to że "szpetna plątanina konstrukcji" jest jednak całkiem nieźle razem zgrana.
Mając dotychczas do czynienia z uporządkowanymi, łatwymi do analizy masztami i wieżami, a nawet i bez tego, trudno odnaleźć się w chaosie wszystkich zainstalowanych tu anten i konstrukcji.
Żałuję też, że nie miałem szerokokątnego obiektywu by ogarnąć kompleks zgrabniejszymi ujęciami.

remontowany house dla nadajników (tak sądze):
tor feeder'ów wzdłuż ogrodzenia na dole zdjęcia


Maszty z antenami DVB-T - są na szczycie od paru lat - od wygaszenia tv analogowej.
Podoba mi się kompozycja nietypowych kolorów jak na UHF-owe panele, w zestawieniu z zardzewiałym masztem po prawo, przywodząca skojarzenie flagi państwowej Włoch:)


Radiolinie, radiolinie, radiolinie!

Na teren bezpośrednio pod masztami nie można oczywiście wejść. Plac obok służący za parking dla obsługi RTCN jest za to bardzo duży i można z niego zobaczyć większość masztów i wież. Podczas pstrykania zdjęć i zwiedzania "sanktuarium", na obiekcie był jeden pan inżynier. Co jakiś czas któryś z nadajników ulega awarii i z miasta wzywany jest serwis. Jak oni się w tym wszystkim łapią?!

Podczas realizacji fotoreportażu, gdzieś spomiędzy budynków wyczłapał pies, niewielki, ale na moje oko mieszaniec jednej z ras agresywnych, albo czystej maści amstaff. Podszedł, obwąchał, a ja się tylko trochę zatrwożyłem. Pies pewnie już wcześniej zjadł, bo po chwili odszedł.

Jakby anten było mało, to na tyłach centrum nadawczego już szykowane są nowe nośniki kratownicowe na kolejne przekaźniki!


Centrum emisji RTV przedstawiłem jako pierwsze, lecz zanim dojdzie się do niego, mija się parę obiektów wojskowych postawionych na terenie ogrodzonym drutem kolczastym z tabliczką "Zona Militare". Spory kawał terenu na Mt. Cavo, ale też na wzgórzach np. Monte Mario w samym Rzymie jest objętych "Zone Militare" i znajduje się na nich wiele anten, masztów i wież, w porównaniu do RTCN - o większej harmonii i porządku, jak to w wojsku:






Kolejny, mniejszy kompleks anten wojskowych obsadza sąsiedni szczyt - Mt. Iano:


Widok RTCN Monte Cavo po zejściu z góry:


Choć był to największy mój radiowy "żer" (bo zrealizowany hurtowo:)) i jestem z niego bardzo zadowolony, była jedna rzecz która trochę mnie rozczarowała. -Dalekie widoki, z właściwie ich brak.
Z powodu drzew, masztów, budynków i ogrodzeń nie znalazłem komfortowego stanowiska do obserwacji horyzontu. Ale i tak pewnie niewiele byłoby widać. Przez mgłę i smog(?) zalegające w jego płaszczyźnie (reszta nieba była pięknie niebieska!) nie udało się nawet odnaleźć Rzymu, choć to tylko kilkanaście kilometrów!

Autobus powrotny z Rocca di Papa wynagrodził mi brak tych widoków innymi. Nie wracał tą samą trasą którą przyjechałem. Jechał Via dei Laghi (tą samą, którą spacerowałem do i z Mt. Cavo) do Marino, objechał jakieś 3/4 brzegu Lago di Albano, zapętlił przez Castel Gandolfo i przez Ciampino (znów Zone Militare!) odwiózł mnie do Rzymu.

Złotówka chlupnęła wpadając do właściwej fontanny w Rzymie, więc kiedyś jeszcze z pewnością wrócę do Wiecznego Miasta. Wówczas celem będzie podobny kompleks masztów na Monte Gennaro (1250m) obok miejscowości Palombara Sabina na północny wschód od stolicy Włoch.

Na koniec widok Rocca di Papa i górującego nad okolicą Monte Cavo, jakie widziałem za sobą z autobusu:


No comments :

Post a Comment