Pirackie stacje radiowe w Londynie (cz.2)
- electronic beats

http://radiacja.blogspot.com/2017/05/pirackie-stacje-radiowe-w-londynie-cz2.htmlLegalne rozgłośnie w Londynie dla mnie praktycznie nie istniały - niemal całą uwagę poświęciłem piratom. Właśnie oni zapewniają ilościowe, muzyczne i kulturowe bogactwo tutejszego pasma UKF-FM - od ciężkich, klubowych bitów, poprzez nigeryjskie bębny plemienne, jamajskie reggae, turkpop, przez rozmowy przy whisky o wszystkim i niczym, rap/beatbox z tekstem przeciwko policji, aż na egzorcyzmach skończywszy... 
Na początek - elektronika.

Błądząc po skali odbiornika radiowego w stolicy Wielkiej Brytanii, mamy całkiem spore szanse, by natknąć się na dźwięki gatunku jungle, lub reegae. Możemy być wówczas przekonani, że złapaliśmy piracką stację - jak wyjaśniłem w poprzednim poście, przy dwukrotnie większej liczebnej przewadze piratów nad stacjami legalnymi, prawdopodobieństwo jest ogromne.
Rozbrzmiewające w eterze wielkomiejskiej dżungli, jungle nie oznacza bynajmniej odgłosów puszczy, a pewną lokalną odmianę muzyki elektronicznej, typową dla londyńskich piratów, narodzoną na ich falach przed trzema dekadami i dziś spotykaną tylko u nich. Jungle jest szybkie i na pozór chaotyczne, zaskakuje użytymi samplami, czasami brzmi mrocznie, czasami maniakalnie wesoło, jak wizje w narkotycznym tripie. Ciężko do niego przypisać jakiś inny przekaz komercyjny, produkt, który mógłby reklamować (poza używkami?) Nic dziwnego, że nie odniósł sukcesu w legalnych stacjach, co przysłużyło się piratom i imprezom, w tamtych czasach zwanych rave'ami.
Miałem szczęście, że na jungle trafiłem w najlepszym możliwym wydaniu - na falach legendarnej stacji Kool London.



Właśnie z takim brzmieniem i charakterem, jaki mogłem usłyszeć na 94,6 MHz, kojarzyły mi się opowieści o złotych latach dla radiowego podziemia w  brytyjskiej metropolii, poznane przed wyjazdem. Niejako na potwierdzenie, że nielegalne emisje mają się dobrze i nie zapominają o swojej historii.
Podczas mojego wyjazdu do Londynu w 2015 r., doświadczenie kontaktu z piracką przeszłością uzupełniło też np. Vision Radio (88,4) grającw "wesołe", acidowe melodyjki na prostych samplach elektronicznych a'la wczesne Prodigy. Z dzisiejszej perspektywy kiczowato brzmiące, stanowią dźwiękową sygnaturę weteranów londyńskiej sceny piractwa radiowego - Kool i Vision mają kolejno: 25 i 30 lat! Pozostałe stacje, o krótszym stażu - np. DivineUK (97,9), OriginUK i SelectUK, oprócz swojego standardowego, nowocześniejszego repertuaru, grając niekiedy jungle i klasyczne d'n'b oddają hołd przełomowi lat 80-tych i 90-tych.

Jingle Vision Radio UK (40sek.):

logo Vision Radio, nawiązujące do rave'ów lat 90-tych
Cieszę się, że mogłem posłuchać w Londynie dźwięków niemal wprost z epoki muzycznej rewolucji sprzed trzech dekad. Czas jednak nieubłaganie płynie - dziś już chyba tylko jungle, tak charakterystyczne dla pirackich fal, zachowało tradycyjne cechy. Pozostałe gatunki granej muzyki elektronicznej wyewoluowały. Równolatek Vision - radio Point Blank (90,2) porzuciło rytmy obskurnych, ulicznych imprez (rave'ów) i aktualnym doborem utworów z elementami jazzu kreowało wręcz "elitarny", salonowy wizerunek. Nawet nurt drum'n'bass wyszlachetniał i z sukcesem wszedł w mainstream. Zmienił się więc też i repertuar pirackich stacji.

Oprócz "elektornicznych oldiesów" - tj. wspomnianego jungle, drum'n'bassu, hardcore, aktualnie piraci grają według światowych trendów EDM, pierwszeństwo dając brytyjskim odmian elektroniki - garage, 2step, funky, liquid drum'n'bass, rave breaks, jackin/bass house, i breakbeat. Owszem, w pewnym stopniu i w ugrzecznionej postaci są one obecne w komercyjnych stacjach na Wyspach, a za sprawą takich wykonawców jak Basement Jaxx, Artful Dodger czy Wilkinson - także poza nim, ale tylko u piratów można usłyszeć ich eksperymentalne, surowe, a czasami nawet "agresywne" kompozycje, od niezależnych DJów.


Każda stacja stara się stworzyć i rozwijać własny charakter, a ostatecznie definiują go poszczególne pasma DJ-skie, zazwyczaj 1-3 godzinne, na które podzielony jest czas emisji. Jak bywa z tym różnie, widać najlepiej na najjaskrawszym przykładzie - w zależności od tego, o której godzinie włączymy Cyndicut (90,6 MHz), usłyszymy albo szybki, elektroniczny drum'n'bass, albo instrumentalne, wolno bujające reegae.

Co jeszcze było słychać w elektroniczno-muzycznych stacjach?
- początek pasma brzmiał dosyć mrocznie za sprawą UK Raw (87,5 MHz) i InHouse (87,7), które grały w klimatach minimal/tech/industrial. House w tej drugiej był całkowicie nietaneczny.
- typowo brytyjskiej elektroniki z zabarwieniem funky/garage i wokalami znalazłem na piratach bliżej końca skali - na PlaybackUK (105,6) i Devotion (108,0 MHz)
- OriginUK (95,1) - grał dużo miksów na żywo, słyszałem w nim imponujący beatbox do drum'n'bass-u!
- Release FM (92,8), nadające spoza Londynu, ale dobrze w nim słyszane, jako jedyne serwowało trance, a dla urozmaicenia przypomniało też trochę klasycznego house'u (M Gee - Bodyswerve)
- SelectUK swoim repertuarem (big room house), a jeszcze bardziej: miejscem na skali (99,3 MHz) rywalizowało z BBC Radio1, dla którego zarezerwowane są te częstotliwości
- S-Dance (96,1) grało dosyć "mainstreamowy" house i remiksy pop-u
- House FM (100,3) i Point Blank (90,2) prezentowały szczególnie wysoki, światowy poziom i od wcześniej wymienionych odróżniały się "łagodniejszym" graniem. Point Blank jako jedynej pirackiej stacji, zdarzało mi się słuchać go przez Internet przed przyjazdem. Na miejscu natomiast najbardziej spodobały mi się klasyczne housy właśnie w House FM i electrohousy w LiveFMUK (-tak, stacje lubią mieć "UK" w nazwie).

Tak grało LIVE FM UK:



Muzyka stanowi podstawę w wymienionych stacjach, nie ma wiele gadania. W mniejszych, krócej działających, dominuje autopilot - granie bez przerwy, bez prezenterów. Niestety, często z bardzo zapętloną i powtarzaną playlistą - we wcześniejszym przykładzie LIVEFMUK było słychać, że na pewien utwór nawet ja - turysta, trafiłem dwukrotnie. Inna sprawa, że był to naprawdę fajny kawałek.

Podczas wieczornych emisji na żywo, w pirackim prime-time mamy szanse usłyszenia krótkich wypowiedzi DJów - o granej muzyce, z pozdrowieniami (shout-outs), zachęcające do dalszego słuchania. O tej porze występują "gwiazdy" danej rozgłośni; początkujących spotkamy w porze dziennej, przy czym niekoniecznie na żywo, a z nagrania lub odtwarzanego podcastu. Lecą także powtórki setów i nagranych wcześniej audycji - czasami dosyć stare i przez to nieadekwatne - latem słyszałem program z życzeniami Xmas-owymi i postanowieniami na nowy rok (Cyndicut).

W stacjach z długimi tradycjami, podobnie jak w legalnych, w ciągu całego dnia trwają dyżury z moderacją, z wyraźnie wyodrębnionymi pasmami typu "breakfast show", czy "drivetime" (Kool, House FM). Zupełnie jak w rozgłośniach komercyjnych. Na antenie regularnie pojawiają się ogłoszenia o poszukiwaniu nowych prezenterów i DJów (Vision).

Zwróciłem uwagę, że akcent i słownictwo używane przez DJów w elektromuzycznych stacjach pirackich wskazuje, że muszą być nimi młodzi, biali Anglicy (co będzie istotne w porównaniu z kolejnym postem, który w przygotowaniu). Młodzież i elektroniczny styl muzyczny stanowi wspólny mianownik (tylko jeden) pirackich emisji w UK i w Warszawie oraz Krakowie, dlatego to dobry moment, by wspomnieć o pewnym epizodzie, notorycznym dla polskich piratów, lecz jedynym, jaki w ciągu tygodnia usłyszałem w Londynie.

Otóż któregoś wieczoru na True Flavas (94,2 MHz) nasłuchiwałem, jak grupka młodocianych DJ-ów "rozpracowuje na antenie" butelkę whisky, czym dumnie chwali się do mikrofonu. "Eoo-eooo!" - ekipa w studiu głośno wtórowała wokalistce Ricie Orze w kawałku DJ'a Fresh'a - Hot right now (znanym zresztą z komercyjnych stacji). Ponieważ według głównego prowadzącego kawałek był "prawdziwą petardą" ("absolute banger"), został powtórzony trzy razy pod rząd. Potem nastąpiła seria wokalnych popisów z efektem pogłosu/echa na mikrofonie: "Wobobob-wob-wob". Kto z ekipy jeszcze był w stanie liczyć podaje, ile nieodebranych połączeń na dyżurnym telefonie miał od słuchaczy dany utwór.
Piątkowy "klimacik" na True Flavas bardzo przypomniał mi audycje w niektórych polskich stacjach pirackich. Studio bawi się w najlepsze, ale jak słuchacze?

-Sześć. Tyle "sygnałów" od nich otrzymał "Hot right now" przy drugim powtórzeniu. Czy to dużo, jak na pirata w wielomilionowym Londynie? Ta audycja była niestety niechlubnym wyjątkiem na tle  profesjonalizmu i jakości innych pirackich stacji w brytyjskiej metropolii. Dowiedziałem się, że nadająca ją stacja zniknęła z eteru kilka tygodni po moim powrocie z UK. A więc nie tędy droga.

Czy elektromuzyczne stacje mają szansę na zrobienie rewolucji, jak ich poprzednicy przed ćwierćwieczem? Czy surowo brzmiąca kompozycja słyszana na pirackich megahercach jest chwilą narodzin nowego gatunku na miarę jungle?
Przy wszechobecnym i coraz głębiej przenikającym Internecie, dziś oddziaływanie piratów na muzyczną kulturę wydaje się już nie tak duże, jak wtedy. Dopóki jednak jungle i d'n'b rozbrzmiewają na pirackich falach, możemy jeszcze słuchać echa poprzedniej rewolucji.

W świecie nielegalnie nadających rozgłośni Londynu w najogólniejszym podziale można wyróżnić dwie grupy. Pierwszą z nich - grupą stacji elektormuzycznych zająłem się na początku, ponieważ wywodzą się one ze starej gwardii. Choć niewątpliwie piracki Londyn na falach FM od niej się zaczął, muzyka elektroniczna to dziś niejedyne oblicze piratów w UK, jak przed wyjazdem zasugerowały mi relacje i reportaże o nich. Dziś przewagę wśród piratów stanowi zupełnie inny segment, o istnieniu którego nie zdawałem sobie zupełnie sprawy. O nim następnym razem.

No comments :

Post a Comment