Pirackie stacje radiowe w Londynie (cz.4) - !!!

http://radiacja.blogspot.com/2017/06/pirackie-stacje-radiowe-w-londynie-cz4.html 
To już ostatnie spotkanie z Londynem i jego pirackimi stacjami radiowymi, jakie poznałem spędzając w mieście tydzień (w czerwcu 2015). 
Na koniec przygotowałem coś specjalnego - parę wątków, które na zawsze zmienią Wasze spojrzenie na temat nielegalnych stacji w tym wielkim mieście, a może i radiowych piratów w ogóle.


Zaczniemy od zbiorku jingli i identyfikatorów pirackich rozgłośni.
Czy słyszycie w nich coś dziwnego?

(4m25sek)


"You're listening to VisionradioUK.com"
"LightningRadio.net - striking the beats"
"Love music, love reegae, love VibesFM.net"
"It's the boom, it's the bam, it's UniqueRadio dot org!"

- Jakoś nie zdziwiło mnie, że londyńscy piraci mają jingle - funkcjonują przecież całkiem profesjonalnie. Zdziwiło mnie natomiast, że zamiast częstotliwości podają w nich tylko swój adres internetowy. Zdziwienie początkowo było tylko w mojej głębokiej podświadomości. Gdy jednak sytuacja z adresem www zamiast częstotliwości powtórzyła się na wielu innych stacjach, zrozumiałem, że to grubsza sprawa.

Wygląda bowiem na to, że londyński eter jest pełen... retransmisji streamów całkiem legalnych stacji internetowych!
Nie podając częstotliwości, nie mówiąc o możliwości odbioru na falach FM i promując tylko swój adres online, odcinają się od zarzutów łamania prawa nielegalną emisją. Rozwój Internetu wcale nie zaszkodził piratom, wręcz przeciwnie - dostarczył im "usprawiedliwienia" działalności w eterze. Brak identyfikacji z pasmem FM, jest zdumiewającą praktyką w świecie piratów w UK.

Niektórzy z nich zabezpieczają się dodatkowo sformułowaniami na swoich stronach internetowych, np. sławny Kool London pisze o sobie: "Kool FM was a London pirate radio station (...) From August 2010, Kool FM was rebranded and now operates as an internet radio station".
W niektórych przypadkach mają one niemal prawną postać, jak na stronie Unique Radio, gdzie stacja zabrania redystrybucji swoich multimediów poza oficjalną stroną internetową lub bez jej zgody.
- Kto wobec tego nadaje na 94,6 oraz 101,2MHz? Maniakalni fani obu stacji? :)

Rozłączność realizacji programu od emisji w eterze oznacza, że jedyne, co może uczynić regulator wobec nielegalnego nadawcy, to tylko namierzyć i wyłączyć nadajnik. Dobrze zabezpieczony pirat nie zakończy w takim momencie działalności, a - jak już wielokrotnie było to uczynione - uruchomi kolejny nadajnik FM, w międzyczasie pozostając ze sporą bazą słuchaczy w Internecie.

Przebywając w Londynie w trakcie urlopu w 2015r., przez tydzień stwierdziłem, że emisje na UKF są utrzymywane niemal non-stop w eterze, oraz że muszą być prowadzone z dosyć znacznymi mocami. Niekoniecznie musi to oznaczać, że Ofcom oraz urząd DTI (Dept. of Transport and Infrastructure) wykonuje kiepską pracę nie wyłączając
nadajników. Skuteczniejsze byłoby zamknięcie studia lub rozbicie struktur rozgłośni, te jednak są bardzo dobrze ukryte. Namierzenie studia, które z nadajnikiem jest połączone kilkoma węzłami bezprzewodowymi, jest niemal niemożliwe. W przypadku monolitycznych piratów, jak np. w Polsce, gdzie jedna osoba jest DJem, operatorem nadajnika i właścicielem strony internetowej, konsekwencje zlokalizowania nadajnika mogłyby być bardziej wyniszczające. Cwani brytyjscy piraci.

By więc być fair wobec stacji o takim znaczeniu dla DJ-ów jak Kool London i Point Blank, czy zasłużonych dla lokalnych społeczeństw jak CityLockRadio i SLR, pirackimi należy nazwać jedynie emisje i działania operatorów nadajników.

Czy promocja DJskich talentów, nowej muzyki i audycje dla wielokulturowych społeczeństw warte są aż tylu zabezpieczeń i sprytu? -Otóż jest jeszcze coś...

Biznes. Piraci nadają ogromne, ogromne ilości reklam! Podobnie jak muzyka i audycje, także i one różnią się od reklam w koncesjonowanych stacjach. Wszystkie komunikaty, jakie nie miałyby szansy trafić na legalne anteny, za przystępną opłatą są emitowane u piratów. Imprezy muzyczne, wydarzenia kulturalne, ogłoszenia dla społeczności lokalnych, reklamy sklepów - małych i dużych oraz wszelakich usług. Gdyby dzielnicowy słup z wieloma warstwami obskurnych ogłoszeń mógł krzyczeć, byłby blokiem reklamowym w pirackiej stacji.

Najbardziej rozreklamowane są imprezy - od elektronicznych rave'ów (nawet np. na cześć niedawno zmarłego DJa) po potańcówki klubów randkowych w domach spokojnej starości - wszystko zależy, jaki profil ma stacja, na której emitowany jest spot.
Miejsce, czas i cena biletów to nie wszystko, co usłyszeć można w reklamach. Podekscytowany głos, podobny do spikera w telezakupach (a więc nieco natrętny, lecz nie zawsze) podpowie też, jaki obowiązuje dresscode (praktycznie wszędzie "no jeans/no hoodies/no trainers") oraz jakie są warunki wstępu (najczęściej wiekowe: "strictly over 30", "mature ravers", "always 21", itd.). Organizatorzy sięgają też po tanie chwyty marketingowe - "Śpiesz się, bo sprzedaliśmy już wszystkie bilety VIP i 80% biletów ogólnych".

Zwróciłem uwagę, że pojedyncze reklamowane imprezy odbywają się... w sekretnych lokalizacjach, na które uczestników dowożą specjalne autobusy. Może ktoś ma żyłkę spontanicznego imprezowicza, mi zapaliła się tu jednak czerwona lampka i przypomniały zarzuty legalnych nadawców, jakoby piraci reklamowali wyłącznie imprezy narkotykowe. No cóż... na pirackich falach słyszałem też reklamy rejsów na Jamajkę, więc część z nich na pewno jest taka wprost:)

Same stacje radiowe generują również sporo ruchu, jako że ich DJe grają na owych imprezach. Tu kolejna ciekawostka: przy podawaniu line-upów, pseudonimom DJów towarzyszą nazwy ich macierzystych rozgłośni i często na jednej imprezie występują muzycy różnych stacji, co wskazuje na "sztamę" między niektórymi piratami.
Nawet w czasach Internetu, kariera na nielegalnej fali UKF dla wielu wciąż jest kusząca. Nie odstrasza nawet groźba 5-letniego zakazu pracy w legalnych rozgłośniach, w przypadku ewentualnego "nalotu" organów ścigających. Długo istniejące pirackie stacje są elementami dosyć rozbudowanego systemu promocji. W jego skład wchodzą jeszcze: imprezy + wytwórnie/producenci + sklepy muzyczne + reklamy w na plakatach.

U piratów można też usłyszeć obiektywnie całkowicie szlachetne kapanie reklamowe, obecne też w legalnych mediach, mające na celu podnosić świadomość zdrowotną i edukować - np. o zwiększonym ryzyku zachorowań na pewne rodzaje nowotworów u ciemnoskórych, lub jak rozpoznać symptomy udaru.

Wracając do reklam przygotowanych przez pirackie studia: Powtarzające się głosy lektorów w spotach oraz te same spoty pojawiające się też na kilku różnych stacjach, mówiły, że alians dotyczy też ich biur reklamy.

reklamowana na antenie restauracja Juicy Roots
Mnie najbardziej ujęły reklamówki całkowicie ignorujące lub nieświadome współczesnych trendów w marketingu. Trochę kiczowate - np. naiwne piosenki w rytmach reegae o restauracji "Juicy Roots" (nazwa - sic!) czy "telefon od słuchacza" utrzymany w konwencji radiowego quizu. Słuchacz na wszystkie pytania odpowiada prawidłowo - "Peppers & Spice" serwuje najlepsze dania, najlepszej jakości i w najlepszej cenie. Do tego masa spotów w egzotycznych językach zachwalających importowane produkty spożywcze z Nigerii i Karaibów. Bawią także niektóre sformułowania i scenki po angielsku - DJ zapowiadający imprezę obiecuje, że przyjdzie na nią bez majtek, na co głos w tle odpowiada mu z humorem: "Ty sprzedajny gałganie!"

Regulacje prawne dotyczące emisji reklam nie są w ogóle uwzględniane przez piratów. Nie stosują się więc też kryteria ograniczające długość ogłoszenia - najdłuższa, pojedyncza reklama u piratów trwała aż 4 minuty, zaś najdłuższy blok - równy kwadrans (SLR)!

Reklamę słyszałem na dwunastce stacji - zarówno z muzyką elektroniczną: Kool London, Vision, House FM; jak i reegae-soul'owo-czarnych: Venture FM, CityLock, Lightning, The Rock, Concious Radio, SLR, Unique, Naija, Supreme FM. To czołówka stacji o najdłuższym stażu nadawania w Londynie. Nowi piraci aspirują do pójścia w ich ślady i rozkręcenia dochodowego biznesu. Z tego, co czytałem wynika, że pieniądz, jaki zarabia popularny Vibez FM, czy Kool London nie jest tak wielki, jak wyobrażają go sobie młodzi. Ale być może twierdzą tak też, by zniechęcić nowicjuszy i zabezpieczyć swój własny biznes.

Jeżeli jednak komuś przyjdzie do głowy, by rozpocząć piracką emisję na częstotliwości innego pirata, nawet jeśli chwilowo wolnej, może liczyć się z pukaniem do drzwi od pewnych nieproszonych gości, lub zniszczeniem swoich anten. Nie będzie to jednak ani Ofcom, ani smutni panowie z wspomnianego DTI, a - nazwijmy ich "strażnicy częstotliwości" - szare eminencje działające na zlecenie stacji, dbające o brak zakłóceń i brak konkurencji. Sprawny dział techniczny dba również o wznowienie emisji, gdyby za usunięcie anten i nadajnika dużego pirata jednak wziął się DTI.
Parę lat temu, w brytyjskich mediach pojawiały się szokujące reportaże o piratach radiowych zamieniających pustostany na ostatnich kondygnacjach wielopiętrowych bloków dzielnicy Hackney w istne twierdze! Wysokie budynki mieszkalne (w UK są to najczęściej mieszkania socjalne) są najkorzystniejszymi lokalizacjami instalacji anten nadawczych. Nie dość, że pomieszczenia ze sprzętem zostały skwapliwie wielowarstwowo zabetonowane, w murach pozostawiono trujące substancje, uwalniające się przy rozkuwaniu i mające utrudnić pracę służbom demontującym pirackie nadajniki.

To akurat prawdziwa historia, natomiast jest jeszcze wiele szalenie ciekawych, lecz niezweryfikowanych miejskich legend, urban myths, krążących o piratach. Przykładowo - podobno niektóre treści emitowane na ich falach mają ukryte znaczenie, o którym wiedzą tylko wtajemniczeni. Ponoć jeśli zagrany zostanie określony utwór muzyczny, na danej ulicy będzie można spotkać dealerów lub oferentów różnych innych nielegalnych produktów i usług. Czy to prawda? Nie podejmowałem próby sprawdzenia. Brzmi to w każdym razie intrygująco.
-Tak, jak niemal każdy aspekt opowieści o londyńskich piratach, którego czwarta i ostatnia część już za nami.


Sens istnienia pirackich stacji stanowi przyciągająca słuchaczy, a przy tym niespotykana w legalnych rozgłośniach oferta muzyczna i programowa, a dla samych rozgłośni - perspektywa utrzymania się na paśmie i na rynku. 
Wciąż sporej popularności piratów dowodzą ankiety organu regulacji mediów w UK - Ofcom i radiowych badań rynku, w których respondenci notorycznie i często zupełnie nieświadomie podają nazwy pirackich stacji. Z punktu widzenia prawa w Wielkiej Brytanii, nie tylko emisja, ale i słuchanie ich jest nielegalne!

Na koniec - blok reklamowy :)

 

No comments :

Post a Comment